piątek, 13 września 2013

XV. Thoughtlessness & Battlefield


OCZAMI RYDEL
Po drodze do szpitala wymienialiśmy się podejrzeniami i ostatecznie stwierdziliśmy, że to Carter była sprawczynią obu wypadków.
-Ona ci to zrobiła-stwierdziłam, mierząc wzrokiem blondyna.
Niechętnie pokiwał głową. Rocky jęknął czym zwrócił na siebie uwagę wszystkich. Spojrzeliśmy na niego pytająco.
-Też chcę mieć taką dziewczynę jak Laura, no. Patrzcie jaka słodka-zaśmiał się.
-Uważaj co mówisz, bo blondasek jest strasznym zazdrośnikiem-zakpił Riker.
Rossy wywrócił oczami. Laura znowu zasnęła. Biedna. Tyle przeżyła przez te kilka dni. Nie mogę uwierzyć w to, co zrobiła Carter.
-My już pójdziemy. Ktoś musi pogadać z Rylandem-westchnęłam.


OCZAMI LAURY
Cały czas na zmianę zasypiałam i się wybudzałam. Niezwykle mnie to denerwowało. Ostatecznie przylgnęłam do Rossa. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i usłyszałam bicie serca. Sprawiło, że nieco się uspokoiłam. Chłopak posłał mi słodki uśmiech.
-Dziś się wypiszę-poinformował.


OCZAMI ROSSA
Napisałem wiadomość do Rika z prośbą, żeby po nas przyjechał.
Nie ma sprawy. Zresztą przyda się pomoc. Nawet Delly nie wie co robić. Rik.
Po kilku godzinach staliśmy w trójkę przed drzwiami do domu. Otworzył je Rocky.
-Dzieje się. Oj, dzieje-westchnął.
Na kanapie zobaczyliśmy Carter. Zrobiłem się czerwony z wściekłości i zacisnąłem ręce w pięści.
-Wyjdź stąd natychmiast!-wrzasnąłem.
Rylanda zamurowało. Jednak mu nie powiedzieli...
-O co ci chodzi? To moja dziewczyna! Przeproś ją!


OCZAMI LAURY
Podbiegłam do szesnastolatka i spojrzałam mu prosto w oczy.
-Nie wierz tej idiotce. Chciała zabić Rossa!
Oczywiście był tak oślepiony miłością, że moje słowa tylko go zdenerwowały. Nie udało się osiągnąć zamierzonego celu, wręcz przeciwnie.
-Spadaj, Laura! Kłamiesz! Tak samo jak Ross. On cię zdradza. I co? Nadal go będziesz bronić?-syknął bez namysłu.
Do moich oczu napłynęły łzy. Blondasek nie wiedział co robić. Zaskoczyły go słowa brata. Delly, Rik i Rocky usiłowali siłą wyrzucić Carter za drzwi. Chyba nawet nie słyszeli naszej rozmowy.


OCZAMI ROSSA
Stanąłem obok Laury, złapałem ją za podbródek i popatrzyłem prosto w brązowe oczy. Jak zwykle kiedy to robiłem, kompletnie odebrało mi rozum. Zamiast zacząć cokolwiek mówić, stałem i gapiłem się.
-Ufam ci-szepnęła z uśmiechem i zarzuciła mi ręce na szyję.
Objąłem dziewczynę w talii i przycisnąłem do siebie. Nagle coś się rozbiło więc odskoczyliśmy. Wpadłem na kanapę i prawie przeleciałem na drugą stronę. Laura zaczęła chichotać.
-Przy tobie jestem bezmyślny-posłałem jej uśmiech.


OCZAMI RYDEL
-Masz cela siostra-zażartował Rocky kiedy wazon wylądował na ścianie, tuż obok Rylanda i Carter.
-Wynocha, zołzo!-wrzasnęłam.
Muszę przyznać, że byłam cholernie wściekła i pewnie wyglądałam jak upiór. Znienawidzona przez wszystkich, prócz szesnastolatka, dziewucha cofnęła się do wyjścia. Wypchnęłam ją za drzwi ale próbowała znowu wpakować się do domu więc po prostu trzasnęłam ją nimi w ten szczurzy pysk. Najmłodszy z braci kopnął stolik, przez co mebel się przewrócił, a szkło rozprysło, i pobiegł do pokoju.
-Riker, sprzątaj to pobojowisko!-może nie powinnam tego zwalać akurat na blondyna ale cóż... Niech ruszy te swoje cztery litery, ostatnio strasznie się lenił.
-Czemu ja?-jęknął. Zupełnie jak dziecko, któremu drugi dzień pod rząd przypadło zmywanie.
-Bo Rocky pójdzie do sklepu po nowy stolik, a Ross ma okres ochronny-wytłumaczyłam delikatnie.
Brunet nie protestował. Wziął pieniądze i wybiegł z domu, wyraźnie zadowolony. Przynajmniej nie ma okazji, żeby mi podpaść. Ruszyłam w stronę pokoju Rylanda i zapukałam do drzwi.
-Nie chcę was widzieć!-syknął mój braciszek.
-Jak nie, to nie. Ale nie licz na to, że zaakceptujemy kogoś, kto prawie zabił Rossa i pociął Laurę.
Młody otworzył drzwi i...

środa, 11 września 2013

XIV. Bad News & Invitation

OCZAMI RYDEL
Ross i Laura wyparowali. Wczoraj rano gdzieś wyszli i tyle ich widzieliśmy. Żadne nie raczyło nawet odebrać telefonu. Odchodziłyśmy z Vanessą od zmysłów. Chłopcy byli spokojniejsi.
-Wychodzę-poinformował nas Ryland.
-Spróbuj tylko nie przyjść na kolację-warknęłam.
Minutę po opuszczeniu domu przez najmłodzszego z moich braci, zadzwonił telefon. Rzuciliśmy się na niego wszyscy ale ostatecznie odebrał Riker. Po chwili rozmowy wreszcie zorientowaliśmy się o co chodzi. Blondyn cisnął telefonem na fotel.
-Dopiero kilka dni wakacji, a już druga osoba ląduje w szpitalu. Powiedzcie mi, jak to jest możliwe?-mruknął Rik.
-Może z tej miłości chcą się pozabijać-Rocky wybuchnął śmiechem.
-Świetny żart ale okazja nie ta-zgromiłam go spojrzeniem.
Wpakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w stronę szpitala.

OCZAMI ROSSA
Obudził mnie sygnał wiadomości. Wyciągnąłem rękę po telefon.
Brat, mam dziewczynę! Ma na imię Carter i jest super.
-Carter?!-krzyknąłem do wyświetlacza.
Obudziłem tym przyklejoną do mnie Laurę. Wyglądała jak mała dziewczynka, której ktoś zabrał ukochaną lalkę. Miała spuchnięte oczy, była zwinięta w kulkę i kurczowo trzymała się mojej bluzki. Do tego całą noc płakała i się trzęsła więc nie byłem wyspany.
-Um... przepraszam cię, Lau.
Przytuliła mnie mocno i znowu zasnęła. Nie długo było jej dane odpoczywać w spokoju bo drzwi trzasnęły i do sali wpadła moja rodzinka. Z tyłu stali Vanessa i Riker. Brunetka trzymała go za rękę.
-Uuuu, Rikuś sobie laskę znalazł-zaśmiałem się.
Odskoczyli od siebie jak poparzeni. Coś między nimi jest. I dobrze, bo są jak dwa sąsiadujące puzzle.
-Co ci się... Aww-Rydel wymiękła na widok leżącej obok mnie dziewczyny.
Podeszła do łóżka i usiadła na jego skraju.
-Patrzcie!-zawołała do reszty.
Wszyscy rozczulili się nad Laurą. Mieli rację. Tak cholernie ślicznie spała! Przytuliłbym ją ale się obudzi.

OCZAMI LAURY
Zupełnie nic do mnie nie docierało chociaż od paru sekund nie spałam. Przyciągnęłam blondyna do siebie. Nasze nosy się zetknęły na co wylewnie zareagowali Rocky, Delly, Rik i moja siostra. Ziewnęłam i otworzyłam oczy. Uśmiechnięty Ross przesądził o moim humorze.

OCZAMI RIKERA
Wpatrywałem się w Ness jak w cukierka. Rocky robił to samo. Chyba zrobiło jej się głupio bo wyszła przed Ryd. Jakim ja jestem głupkiem! Zamiast zaprosić ją na randkę stoję i lampię się jak jakiś zboczeniec. Wyjąłem telefon i nabazgrałem "Pójdziesz gdzieś ze mną?". Wyślij. Chwila. Przecież ona nie ma mojego numeru! Zasłoniłem oczy ręką. Odwróciła się i pokazała mi uniesiony kciuk. Uniosłem wyprostowaną rękę i szybko ją opuściłem, równocześnie zginając. Van zachichotała i pokręciła głową z politowaniem.

OCZAMI ROSSA
-Nie ciesz się tak. Zgodziła się ale to jeszcze nic nie znaczy-wybuchnąłem śmiechem widząc głupią minę Rika.
Szkoda, że nie widział Delly robiącej serduszka z palców i duszącej się ze śmiechu. Przy niej nie można wysyłać ani odczytywać SMS'ów.
-Jakaś Carter jest dziewczyną Rylanda-mruknąłem-Zgadnijmy która?
Laura wzdrygnęła się słysząc imię swojej oprawczyni. Przytuliłem ją mocno. Ryd dostała jakąś wiadomość. Mina jej zrzedła.
-To są żarty?!-krzyknęła.
Teraz wiadomo, z kim jest młody. Tylko co dalej?

niedziela, 8 września 2013

XIII. Accident & Broken Heart

OCZAMI ROSSA
Nagle za brunetką stanęła Carter. Cholera, no. Czemu nie chce dać nam spokoju?
-Czego?-warknąłem, wychodząc przed Lau.
-Niczego. Po prostu nie mogę patrzyć jak się męczysz z tym czymś-Carter uśmiechnęła się najsłodziej jak umiała i spróbowała zarzucić mi ręce na ramiona.
-Gdyby nie fakt... chrzanić to! Lepiej stąd spadaj bo ci przywalę-zagroziłem.
Zanim była koleżanka Rydel mocno walnęła mnie w brzuch, zdążyłem odsunąć Laurę. Poczułem przeszywający ból, któremu towarzyszył łamiący serce wrzask brunetki. W tej chwili najmniej interesowało mnie, o co uderzyłem. Wiedziałem tylko, że o coś na pewno.

OCZAMI CARTER
Czułam się dumna z tego, co zrobiłam. Skoro tamta dziewczyna odebrała mi Rossa, to ja też jej go odbiorę. Widziałam jak pierwsze łzy zaczynały spływać po jej policzku. I ucieszyło mnie to. Niech cierpi. Chłopak odbił się od samochodu i padł bezwładnie na ziemię.
-To tylko i wyłącznie twoja wina. On umiera przez to, że nie pozwoliłaś mu być ze mną-zaśmiałam się i odeszłam.

OCZAMI LAURY
Nie byłam w stanie zadzwonić po pogotowie. Zrobił to kierowca samochodu, o który uderzył mój chłopak. Objęłam blondyna i zaczęłam powtarzać, że wszystko będzie dobrze choć sama ledwo w to wierzyłam. Karetka zabrała go do szpitala. Biegłam ulicą najszybciej jak mogłam, a w tym czasie Ross walczył o życie. W głowie rozbrzmiewały mi słowa tej psychopatki. Po godzinie siedziałam na krześle w idealnie białym korytarzu. Dookoła zebrali się ludzie. Wyglądałam żałośnie w bluzce umazanej krwią chłopaka, którego tak kochałam.
-Co ci się stało, słońce?-spytał ktoś zupełnie mi obcy.
Usiadł obok i czekał na odpowiedź, której i tak nie miałam zamiaru mu dać. Słowa więzły w gardle, a serce... Serce teraz leżało gdzieś w tym szpitalu.

OCZAMI ROSSA
O dziwo, cały czas byłem przytomny. I żywy. Ponoć tylko tak strasznie wyglądałem, a w rzeczywistości "jedynie" uderzyłem się w głowę. Lekarz poinformował mnie o tym, że kilka dni pozostanę na obserwacji.
-Nie wiem czy cię to jakkolwiek pocieszy ale ktoś chyba na ciebie czeka, chłopcze.
Po minucie do sali weszła brunetka. Nic nie wiedziała o moim stanie więc udawałem nieprzytomnego. Poczułem na sobie ciepłe ciało dziewczyny. Jej łzy kapały po mojej twarzy. Odwzajemniłem uścisk co ją bardzo zdziwiło.
-Żyjesz!-krzyknęła.
-Nie mogłem cię zostawić-posłałem jej uśmiech choć wszystko mnie cholernie bolało.
-Ona mówiła, że to moja wina. Nie możemy być razem-brunetka znowu zaczęła płakać.
-Może nie możemy ale jesteśmy i będziemy. Nie wiesz gdzie moja deska?-mruknąłem.
Laura się zaśmiała. To był sens mojego życia. Uśmiech dziewczyny, którą znałem kilka dni. Położyła się obok i zasnęliśmy. Czekała na nas zła wiadomość.

czwartek, 5 września 2013

XII. Very Nice Gift & Freaky Boy

Dla mojej Gabi, jak obiecałam. <3

OCZAMI ROSSA
Afera zdecydowanie nie była nam potrzebna. Mieliśmy przed sobą całe lato i w planach nie było ani ślubu, ani wywiadów na jego temat. Wróciliśmy do domu najszybciej jak to tylko było możliwe. W drzwiach czekali na nas moi bracia.
-Jak leci?-uśmiechnąłem się kwaśno.
-Całkiem dobrze. Pomijając fakt, że Ellowi i Ryd zrobili w sklepie całą sesję i pytali się, czy też są zaręczeni. Radzę ci się do niej nie odzywać bo jest cholernie wściekła i wygląda jakby wpadła w krzaki-Rocky się zaśmiał.
-Słyszałam-warknęła Delly.
Do tej pory nikt z nas nie wie jak to jest, że Blondi zawsze znajduje się tam, gdzie dzieje się coś ciekawego lub ktoś o niej mówi. Jest jak ninja. Nieoczekiwanie się pojawia i znika.
-Siostra, mówiłem ci dziś, że cię bardzo kocham i chętnie posprzątam w twoim pokoju?-brunet próbował uratować swój tyłek.
-Mówiłeś, że posprzątasz w całym domu-posłała mu zabijające spojrzenie.
Od jej zemsty wolał bieganie ze szmatką i mopem więc uległ. Dziewczyna stanęła w drzwiach z ciepłym uśmiechem. Moja mina była pewnie dziwniejsza od tej, którą zrobiła Lau.
-Głupek. Znowu dał się nabrać-zachichotała.
Resztę dnia spędziliśmy na rozmawianiu o tym cholernym zdjęciu. Przy okazji coś tam opowiedziałem na temat naszej randki i Carter. Około 8 wieczorem wyszedłem z domu i za najbliższym zakrętem puściłem się biegiem w stronę jubilera. Po dotarciu do sklepu musiałem wybrać prezent dla mojej dziewczyny, a opcji było naprawdę wiele. Moją uwagę ostatecznie przyciągnęła delikatna złota bransoletka z zawieszką w kształcie nutki.
-Jest wyjątkowa bo zrobiono tylko ten jeden egzemplarz. Do tego można wygrawerować inicjały ukochanej-powiedziała sprzedawczyni.
Zdecydowałem się na zakup i poprosiłem o wygrawerowanie litery "L". Z prezentem wróciłem do mojej posiadłości. Laura zasnęła na kanapie więc przeniosłem ją do mnie i napisałem SMS do Vanessy, by nie martwiła się niepotrzebnie o siostrę. Na rękę brązowookiej założyłem bransoletkę. Poruszyła się niespokojnie więc odruchowo dotknąłem grzbietem dłoni jej policzka. Uśmiechnęła się pięknie przez sen. Byłem prawdziwym szczęściarzem. Miałem wspaniałą rodzinę, zespół i najlepszą "narzeczoną" na świecie. Ktoś zapukał do drzwi i, nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka.
-Zrób coś dla mnie, młody-rozbrzmiał głos Rydel.
-Hę?
-Nie zdradź jej nigdy bo jest najlepszą osobą, jaką do tej pory spotkałeś i kocha cię jak nikt inny.
-Nie mam zamiaru-uspokoiłem siostrę i objąłem ją.

OCZAMI LAURY
Obudziłam się w pokoju Rossa co mnie w sumie nie zdziwiło. Ale jego brak już tak. Rozejrzałam się uważnie, po czym wstałam z łóżka. Wolałam nie wołać chłopaka. Reszta pewnie jeszcze spała. Ostrożnie nacisnęłam klamkę. Coś uderzyło o drzwi. Spojrzałam na swoją rękę, na której wisiała cudna bransoletka. Złapałam w palce zawieszkę w kształcie nutki. Wygrawerowano na niej pierwszą literę mojego imienia. Domyślałam się od kogo to prezent. Przeszłam do kuchni najciszej jak umiałam. Mój blondynek widocznie się mnie spodziewał bo czekał w progu.
-Idziemy do kina? Albo na basen-zaproponował.
-Dziękuję-rzuciłam mu się na szyję.
-Nie ma za co. To po prostu drobny prezent.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. W odpowiedzi uśmiechnął się słodko.
-Jesteś warta wszystkiego co mam i jeszcze więcej, Laura.
-Awww, Rossy-spłonęłam rumieńcem.
Podał mi talerz z naleśnikami z dżemem.
-Nie można ci odmówić talentu do robienia śniadań-śmiałam się.
-Bo ja po prostu jestem świetny-zażartował.
Po zjedzeniu posiłku poszliśmy do mnie. Musiałam się umyć i przebrać. Wybrałam krótkie spodenki i żółtą bluzkę. Ross czekał w salonie, a Vanessy nie było w domu.
-A może plaża?-zaproponowałam, stając naprzeciwko zamyślonego chłopaka.
Spojrzał na mnie z zawadiackim uśmiechem.
-Ok. Mi pasuje. Tylko skoczę po deskę.
Minęło zaledwie 15 minut i oboje byliśmy gotowi. Idąc ulicą uważnie przyglądałam się blondynowi.
-Będziesz surfował?-spytałam.
-Pewnie tak. Chciałem cię tego nauczyć.
-Um... chyba nie popływamy-spojrzałam na niebo.

OCZAMI ROSSA
-Nieważne. Jakoś damy radę-objąłem dziewczynę.
Zanim doszliśmy na plażę, lunął potężny deszcz. Puściliśmy się biegiem w bliżej nieokreślonym kierunku. Laura dygotała z zimna ale mimo tego uśmiech nie schodził jej z twarzy. Oddałem brunetce moją bluzę. Spojrzała na mnie z wdzięcznością.
-Chyba jednak nie damy-zaśmiała się.
Zatrzymałem się i nagle...

wtorek, 3 września 2013

XI. Dating & Lakes

OCZAMI LAURY
Obudziłam się na kolanach Rossa. Posłał mi ciepły uśmiech, a jego oczy zabłysły.
-Co się tak patrzysz?-zachichotałam.
-Lauro Marie Marano, pójdziesz ze mną na randkę?
-Pewnie-odparłam i pocałowałam chłopaka w policzek.
Pobiegłam do domu. Miałam godzinę na umycie się, wybranie jakiejś ładnej sukienki, zrobienie fryzury. Z pomocą Van podkręciłam włosy i zarzuciłam je na lewą stronę. Siostra chwilę grzebała w mojej szafie i w końcu wyciągnęła pastelową różową sukienkę. Sięgała przed kolana, była lekka. Nie chciałam wyglądać zbyt elegancko. Ross nie powiedział dokąd mnie zabiera. Ubrałam się i stanęłam przed lustrem. Vanessa położyła mi ręce na ramionach.
-Pięknie wyglądasz, siostrzyczko.
Zostało kilkanaście minut. Założyłam na nogi niebieskie koturny, również pastelowe. Dzwonek do drzwi przerwał panującą ciszę. Otworzyłam je i ujrzałam mojego chłopaka z bukietem kremowych róż. Ness zawołała nas do domu by zrobić zdjęcie.
-Serio, Van? Serio?-zaśmiałam się.
-Musicie mieć co wspominać jak już będziecie małżeństwem-teatralnie wzruszyła ramionami i również zaczęła się śmiać-Pewnie Delly już planuje ślub.
Kiedy siostra wypstrykała się do woli, wyszliśmy wreszcie na ulicę. Blondasek objął mnie ramieniem.

OCZAMI ROSSA
Wpadłem na dość głupi pomysł mający na celu rozbawienie Lau. Stanąłem przed nią i nagle klęknąłem.
-Wyjdziesz za mnie?-spytałem z poważną miną.
Brunetkę zamurowało, a ja ledwo powstrzymywałem się od śmiechu. Jakaś dziewczyna zdążyła zrobić nam zdjęcie o czym nie mieliśmy pojęcia.
-Żartujesz, prawda?-zachichotała.
-A co? Nie chcesz żebym ci się kiedyś oświadczył?-udawałem obrażonego ale po chwili wybuchnąłem śmiechem.
Na miejsce dotarliśmy po godzinie. Lau była wyraźnie zaskoczona obrotem sprawy. Nawet nie podejrzewała, że mogę ją zabrać nad jezioro.
-Tu jest pięknie!-westchnęła.
Ściągnąłem koszulkę i biegiem ruszyłem pomostem. Odbiłem się na jego końcu by w stylu "na bombę" pokonać odległość dzielącą mnie od wody.
Brunetka ściągnęła buty i podeszła do krawędzi.
-Za ładną masz tą sukienkę, bo bym cię wciągnął-na mojej twarzy wykwitł zaczepny uśmiech.
-Pff. Spróbuj tylko!-odparła, mierząc mnie zadziornym spojrzeniem.
Skoro chcesz to czemu nie? Biedna dziewczyna.
-Chociaż pomóż mi wyjść-poprosiłem, robiąc słodkie oczka.
Na nią to i tak nie działało, do tego chyba załapała o co chodzi. Po kilku sekundach niepewnie wyciągnęła ręce. Szybko ją złapałem i wciągnąłem do wody.
-Ross!-jęknęła-Ta sukienka po wysuszeniu będzie bardziej pasowała na ciebie, niż na mnie!

OCZAMI LAURY
Wbrew pozorom nie byłam zła na mojego blondaska. Zbliżyłam się by go pocałować ale ktoś krzyknął i wszystko zepsuł. Odwróciliśmy głowy. Ta dziewczyna z parku! Kipiałam ze złości. Rossy zasłonił mnie na wszelki wypadek.
-Już mnie zdradzasz, kochanie?-spytała tamta zołza-Przecież się kochamy!
-Tak, tak. Chciałabyś-zakpił z niej brązowooki.
Zrobiła to samo co ja wcześniej - wyciągnęła ręce. Ross złapał ją mocno za nadgarstki i szarpnął. Zleciała z pomostu z okropnym piskiem. Zaskoczyło mnie działanie siedemnastolatka, mimo wszystko nie protestowałam.
-Wyglądasz jak szczur wodny-zaśmiał się-I nigdy więcej nie tykaj mojej dziewczyny bo tego pożałujesz.
Przyciągnęłam chłopaka do siebie i spojrzałam mu prosto w oczy.
-To było trochę chamskie-stwierdziłam.
-Nie mówiłem, że zawsze jestem grzeczny-zrobił "brewki".
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Całkowicie ignorując tamtą laskę objęłam blondyna rękami i wpiłam się w jego ciepłe usta. Odwzajemnił pocałunek. Nie wiem, kiedy w naszych sercach zapłonęła iskierka, ale teraz to było już ognisko. Tak gorące, że nikt nie dałby rady podejść i go zgasić.

OCZAMI ROSSA
Oderwaliśmy się od siebie po paru minutach. Carter cały czas próbowała wygramolić się na brzeg. Pierwszy wyskoczyłem z wody by zaraz pomóc Lau. Na mój telefon przyszedł SMS.
Brat, serio? Żenić się chcesz? Rocky.
Pokazałem wiadomość brunetce i zaraz odpisałem.
Cooo? Ogarnij się, przecież nawet pełnoletni nie jestem.
W odpowiedzi otrzymałem zdjęcie, na którym klęczę przed moją dziewczyną. Spojrzeliśmy sobie w oczy.
-Jesteśmy w internecie!-krzyknęliśmy jednocześnie.
Bynajmniej, nie była to zbyt radosna wiadomość. W końcu...

poniedziałek, 2 września 2013

;)

Powodzenia w szkole? :) Do jakich klas idziecie? ;) Życzę samych dobrych ocen.

niedziela, 1 września 2013

X. Jealousy & Bruises

OCZAMI RYDEL
Weszłyśmy do mojego pokoju. Byłam zrozpaczona. Pobili się, Ross wyrwał drzwi z zawiasów, Riker uderzył Laurę. Akurat najstarszy z braci nie miał zabójczego refleksu, a dziewczyna pojawiła się za szybko by siedemnastolatek ją zasłonił. Westchnęłam ciężko. Sprzątanie tego pobojowiska pewnie przypadnie mnie.
-Pierwszy raz było tak źle?-z zamyślenia wyrwał mnie głos brunetki.
-Oj, nie. Poprzednio ja dostałam od Rika i miesiąc bali się wyjść z pokojów. Wtedy Riker głową Rossa rozbił okno-opowiedziałam przebieg bójki sprzed miesiąca.
-O co oni tak walczą?-spytała dziewczyna.
-Tym razem o ciebie. Ross w życiu nie dałby innemu chłopakowi cię dotknąć. A wcześniej poszło o to, że młody dał jakiejś lasce numer Rika. Na końcu się okazało, że jest ładna i miła ale to już inna historia.
Laura odłożyła lód na stolik i spojrzała na drzwi, w których stanął siedemnastolatek.
-Lau... bardzo przepraszam. Nie chciałem, żeby ten idiota cię pocałował.

OCZAMI LAURY
Podniosłam się z krzesła i przytuliłam chłopaka. Wyglądał dużo gorzej ode mnie. Miał podbite oko, z nosa nadal ciekła mu krew. Do pokoju wpadła Van i zmierzyła go współczującym spojrzeniem.
-Rocky kopnął Rikera, który myślał, że to Ross. Złapał go i walnął o ścianę.
Wściekła Ryd poszła nawrzeszczeć na starszego brata. Vanessa wyszła za nią.

OCZAMI ROSSA
Przenieśliśmy się do mojego pokoju.
-Zostaniesz na noc?-spytałem.
Przytaknęła. Rzuciłem jej jeden z T-shirtów leżących w mojej szafie. Po kilkunastu minutach siedzieliśmy oparci o ścianę, naprzeciwko telewizora. Puściłem jakiś horror i chwilę oglądaliśmy go "w spokoju". Skrzywiłem się i gwałtownie odsunąłem, kiedy Lau dotknęła posiniaczonego miejsca na moim brzuchu.
-Oszczędzę ci takich widoków, piękna. Wystarczy film.
Zarumieniła się i wtuliła we mnie.

OCZAMI RIKERA
Dziewczyny zmusiły mnie do sprzątania. Nie protestowałem. Lepsze to niż spanie na polu. Szkoda tylko, że Ross był bezkarny i mógł sobie siedzieć z laską.
-Ja już pójdę-Van skierowała się do drzwi.
Po drodze posłała mi uśmiech.
-Myślałem, że jest wściekła.
-Wytłumaczyłam jej wszystko. Możesz być spokojny, masz jeszcze szanse-zachichotała Ryd, ruszając w stronę schodów.
Zostałem sam z leżącymi na podłodze drzwiami.