piątek, 8 listopada 2013

43. I will always love you.

Dla Gabi. Bo zawsze jest ze mną. Nawet o 22:30 <3

OCZAMI LAURY
Ta wredna małpa wyciągnęła telefon i puściła przerobione nagranie, na którym podobno Ross ją bije, a w rzeczywistości to Riker wtedy uderzył mnie.
-A ja też mam dowody. Pierwszy jest taki, że Ally się znikąd nie wzięła-powiedziałam bez skrępowania-Drugi jest taki, że podobno Ross robił jakieś zdjęcia. Trzeci taki, że z nim byłam i na pewno jakiś sąsiad może potwierdzić jego niewinność. A na filmiku Riker walnął mnie. O to z kolei spytaj rodzeństwa Rossa albo mojej siostry. A już najlepiej samego sprawcę.
Widząc jej minę zaczęłam chichotać. Naprawdę myślała, że dam jej zniszczyć mojego Blondaska? W życiu!
-Carter...-zaczęła groźnie pedagog.
-Czego?-odwarknęła.
-Dojdziesz sama do dyrektorki czy mam cię zaprowadzić?
W tym momencie z ust dziewczyny padło kilka niecenzuralnych słów, których przytaczać nie będę. Przybiłam blondynowi piątkę. Objęci wróciliśmy do domu. Było koło 5. Huh, późno.
-Zostaniesz na noc?-spytał, naciskając klamkę.
-Czemu nie? Van pewnie też to zrobi.

OCZAMI VANESSY
Obudziłam się po kilkunastu minutach i zaczęłam krzyczeć na cały głos. Rik momentalnie zjawił się w drzwiach.
-Co się stało?-spytał z przerażeniem.
-Miałam koszmar.
-A o czym?-podszedł i mocno mnie przytulił.
Trzęsłam się jak Laura, kiedy wpadła w zaspę i przemoczyła ubranie.
-Nie wybaczyłeś mi-wytłumaczyłam krótko-I odszedłeś.
-Przecież tu jestem-uśmiechnął się-I zawsze będę.
-Trudno, żebyś nie był. To twój pokój-zachichotałam.
Położyłam mu głowę na kolanach, wzrok wbiłam w zdjęcie na ścianie. Przedstawiało nas.
-Kiedy zdążyłeś je zrobić?
-Na urodzinach Rydel. Lubię na nie patrzeć.
-Aww, to takie słodkie.
-Ja wiem-zaśmiał się-Zastanowiłaś się?
Nie musiał powtarzać pytania, które kiedyś mi zadał. Bardzo dobrze wiedziałam, o co chodzi. I mimo, że znaliśmy się naprawdę niedługo miałam zamiar tu i teraz się zgodzić.
-Taak-przeciągnęłam samogłoskę-I tak.
W jego oczach pojawił się błysk. Chyba sam nie wierzył w to, co usłyszał. Nagle wyjął pudełeczko z pierścionkiem z kieszeni i założył mi go na palec. Jedno słowo tyle zmieniło... Uszczęśliwiło nas oboje.

OCZAMI RYDEL
Mój telefon zawibrował. Pewnie to Ellington. Zerknęłam na wyświetlacz. Tak, to on. Odebrałam.
-Hm?
-Hej, cukierku.
Zaczęłam się śmiać. Zawsze mi z czymś takim wyskoczy. Jak tu go nie kochać? Oczywiście po przyjacielsku.
-Głupku ty.
-A ja cię tak miło przywitałem.
-Słodki głupku. Lepiej?
-No oczywiście, że lepiej. Idziesz na zakupy?-zaproponował.
-Proszę, proszę. Pan Ratliff decyduje się iść ze mną na zakupy?
-A z kim mam?-spytał retorycznie.
-Ok. Podejdź pod nasz dom, co?
-Oj, Ryd. Ruszyłabyś się, bo przytyjesz-odparł nader poważnie.
-Wiesz ty co?-zganiłam go.
-Żartuję, żartuję. A nawet jeśli, to i tak będziesz najpiękniejsza.
-Awww. No, ale ruszaj się. Czekam-po tym nacisnęłam czerwoną ikonkę i schowałam telefon do kieszeni.
Zostało mi koło 15 minut. Usiadłam wygodnie w fotelu i przymknęłam oczy. Tak dużo się dzieje. Riker pewnie niedługo oznajmi, że wychodzi za Nessę, Rocky za Maię, a ja za E... Lau za Rossa. Do tego czasu może się jednak dość sporo zdarzyć. Nie mogę się doczekać ferii. Wreszcie odwiedzimy dziadków, będziemy mogli do woli szaleć w śniegu. Dawno nie widziałam białego puchu. A tym bardziej nie miałam okazji obrzucić nim braci. Swoją drogą... ciekawe, kiedy w końcu się przeprowadzimy? Na razie idzie to topornie.
-Deeeeellyyy!-zawołał Riker.
Uchyliłam powieki i dostrzegłam, że blondyn stoi obok mnie.
-Hm?
-Zaręczyliśmy się-oznajmił uradowany.
-Jeden odhaczony. Teraz reszta-zaśmiałam się.
-Teraz ty i Ell.
-Dajże spokój, Rik. Dobrze wiesz, że z tego nic nie będzie-odparłam z uporem.
Nie wiem skąd i jakim sposobem, Ratliff pojawił się w domu i objął mnie od tyłu.
-Aw, pasujecie do siebie-stwierdziła Vanka.
-Z czego nic nie będzie?-spytał brunet, a ja zmierzyłam braciszka morderczym spojrzeniem.
-Uh. Z naszego ślubu-wytłumaczyłam.
-A czemu nie? Przecież mogę ci się oświadczyć. Nawet teraz-zaproponował.
-Oj-wyrwało mi się-Idziemy?
-Pewnie.

Do centrum doszliśmy bardzo szybko. Całą drogę milczałam. Ratliff kilka razy miał zamiar się odezwać, ale w końcu tego nie uczynił. Od ostatniego pobytu pojawiło się dużo nowych sklepów. Międzi innymi jubiler, w stronę którego zmierzał brunet. O matko! Otworzył drzwi i klęknął przed nimi ze śmiechem.
-Panie przodem.
Rozejrzałam się desperacko dookoła.
-Delly, może się pospieszysz, co?-zasugerował.
-Jaka boska sukienka!-pisnęłam.
W rzeczywistości żadna mi się nie spodobała, acz trzeba jakoś tyłek ratować. Pociągnęłam go za bluzkę.
-Ryd, tam są garnitury-parsknął śmiechem.
Spaliłam buraka i z ciężkim westchnieniem wlazłam do sklepu. Mój wzrok przykuły pierścionki. Tyle cholernych pierścionków! Odwróciłam się z zamiarem ucieczki, ale wpadłam w Ella.
-Co ci jest?-spytał-Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałaś.
-Bo ja nie chcę ślubu! Nie chcę za ciebie wychodzić!-krzyknęłam bezmyślnie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, co powiedziałam.
Wszyscy klienci popatrzyli się na mnie jak na wariatkę. Tylko spojrzenie Ella było niezwykle smutne.
-Kto ci nagadał głupot, Delly? Nie oświadczyłbym się. Przecież mnie nie kochasz-powiedział z bólem.
Zrobiło mi się żal chłopaka. Znaliśmy się kilka lat. Zawsze stawał w mojej obronie, budził mnie rano i obdarzał komplementami. Raz nawet uratował przed jakimś spitym facetem, który usiłował mi przywalić i zwinąć torebkę. A ja tak okropnie go potraktowałam...
-Ellington, przepraszam. Nie chciałam. Ja...
-Spoko. Jesteśmy przyjaciółmi. Tylko-ostatnie słowo wypowiedział niemal niedosłyszalnie.
Podszedł do jednej z kobiet i chwilę z nią rozmawiał. Stałam odwrócona do drzwi ze wzrokiem wbitym w dwójkę małych dzieci trzymających się za ręce. Nagle zobaczyłam, że Ell zakłada mi coś na szyję. Złapałam między palce złoty wisiorek z literką R.
-Patrz-pokazał mi swój.
Po złączeniu tworzyły nasz symbol. Nie wiem czemu, ale łzy pociekły mi z oczu. Wtuliłam się w bruneta.
-Przepraszam cię. Nie chciałam tego powiedzieć.
-Wiem. I tak zawsze będę cię kochał, Delly.
Od słów Ratliffa zrobiło mi się ciepło na sercu. Gdybym tylko nie podniosła głowy...

----
Od następnego posta chyba zaczną się spore przeskoki akcji. Chcecie, żebym skończyła blog koło 50-60 rozdziału?

czwartek, 7 listopada 2013

42. Don't blame yourself.

OCZAMI ROSSA
-Nie pobiłem nikogo!-krzyknąłem.
-Po lekcjach w trójkę porozmawiacie z psychologiem-odparła dyrektorka i kazała nam opuścić swój gabinet.
Na korytarzu czekała uśmiechnięta Carter. Laura przyparła ją do ściany, co nie było do końca mądre.
-Ty szczurze! Jak możesz?-warknęła.
-Normalnie. Szkoda, że nie macie alibi. W końcu byliście sami-odparła spokojnie, odpychając od siebie brunetkę.
Ma rację. Nie było absolutnie nikogo, kto mógłby potwierdzić moją niewinność. Może prócz Lau, ale po ostatniej akcji w klasie jest mała szansa, że psycholog jej uwieży. Uh. Pociągnąłem brązowooką w stronę sali nr 34, gdzie miała się odbyć kolejna lekcja. Zająłem miejsce pod oknem i zacząłem wpatrywać się w krople deszczu leniwie spływające po oknie.
-Ross, do tablicy-usłyszałem głos nauczycielki.
Nie miałem wyboru, choć wywoływanie do odpowiedzi w pierwszym dniu szkoły jest bezsensowne. Nie może podać wymagań albo czegoś w tym stylu?
-Masz zespół, prawda?-spytała.
-No, mam.
-Więc bez problemu odpowiesz na kilka pytań-stwierdziła.
Spojrzałem na mojego Kwiatuszka. Na jej twarzy malowała się bezradność. Zdążyłem się zamyślić i nie docierały do mnie słowa pani Snow.
-Ross? Słabo ci?
-Um... Nie, przepraszam.
-A odpowiedź brzmi?
-Rydel-palnąłem bezmyślnie, a klasa wybuchnęła głośnym śmiechem.
-Sugerujesz, że Twoja siostra śpiewała początek Cali Girls?
-Taak, raz-usiłowałem się wykręcić.
-No, dobrze. Niech ci będzie. Siadaj.
Odetchnąłem z ulgą. Mina Delly byłaby bezcenna.

NARRATOR
Wraz z dzwonkiem oznajmiającym koniec tej szkolnej udręki, Laura i Ross udali się do psychologa.
-Może nas od razu do psychiatry wyślą?-burknął pod nosem blondyn.
Zapukali do drzwi. Otworzyła im kobieta wyglądająca na jakieś trzydzieści lat.
-Marano i Lynch, tak?
Pokiwali twierdząco głowami, wzrokiem szukając Carter. Siedziała na krześle przy ścianie, uśmiechając się szyderczo. W biednym chłopaku wzbierał gniew. Wcale nie miał ochoty się tłumaczyć, bo tej głupiej dziewczynie zachciało się niszczyć im życie. Jak na złość, musiał zająć miejsce obok niej.
-Pobiłeś Carter, Ross?
-Kijem bym jej nie tknął-wymruczał.
-W takim razie co robiłeś wieczorem, dziewiątego sierpnia?
Blondasek spłonął rumieńcem i posłał Lau zakłopotane spojrzenie.
-Rozmawialiśmy z Laurą-powiedział zgodnie z prawdą-Została na noc.
-W takim razie czemu twierdzisz, że zostałaś pobita przez Rossa?-pytanie zostało skierowane do Carter.
-Mam dowód!-krzyknęła, wyciągając telefon z kieszeni.

OCZAMI VANESSY
Koło piętnastej postanowiłam wybrać się na spacer do parku. Spięłam włosy w koka, ubrałam buty, wsadziłam telefon do kieszeni i wyszłam z domu. Idąc ulicą myślałam nad oświadczynami Rikera. Mogłabym je przyjąć, wyjść za niego i być szczęśliwa. Tylko czy to nadal aktualne? Może on się jednak rozmyślił? Nagle potknęłam się o patyk i wyryłam na trawę.
-Cholera jasna!-zaklęłam pod nosem, rozglądając się.
Drzewa dumnie prezentowały kolorowe liście, radosne pary szły ścieżką, trzymając się za ręce i nic nie wskazywało na to, że zaraz będzie padać. A jednak. Małe krople deszczu zaczęły uderzać o chodnik już po kilku minutach. Leniwie się podniosłam i ruszyłam przed siebie. Obok jednego z drzew zauważyłam mojego kochanego blondyna. Tylko... on nie był sam. Jakaś dziewczyna rzuciła mu się na szyję i zaczęła go całować. Wybaczyłabym. Wiem, jakie są fanki. Ale czarę goryczy przelał fakt, że dwudziestojednolatek ten pocałunek odwzajemnił. Łzy pociekły mi z oczu. Biegiem skierowałam się w stronę domu Lynchów. Otworzyła mi uśmiechnięta Delly. Mocno przytuliłam przyjaciółkę i wybuchnęłam głośnym płaczem. Zrobiła nam kakao, usiadłyśmy w salonie i włączyłyśmy "One Last Dance".
-Zdradził mnie-załkałam.
-To nie możliwe-odparła Rydel ze zdziwiniem.
-Przecież go widziałam.
-Porozmawiam z nim, obiecuję.
W tym momencie do domu wpadł niczego nieświadomy Rik. Na mój widok wyraźnie się zaniepokoił.
-Co jest, Van?
-Ty dupku!-krzyknęłam.
Na dół zbiegł zaciekawiony Ryland. Blondyn spojrzał na niego.
-Nessa ma okres?-palnął.
-Ja ci dam okres!-zdenerwowała się Blondi-Jak mogłeś?!
-Żartowałem przecież.
-Boże, z kim ja mieszkam?! Dlaczego bawisz się jej uczuciami?-spytała Rydel z mordem w oczach.
-Dziwne jesteście-stwierdził, znikając w kuchni.

OCZAMI ROCKY'EGO
Maia ostatecznie wyskoczyła przez to okno i popędziła do siebie. Kopnąłem z całej siły szafkę, przez co z hukiem runęła na ziemię. Nie pojadę na lotnisko. Po co? Już za późno, zresztą i tak nie byłbym w stanie jej zatrzymać. Do mojego pokoju wpadła zapłakana Marano.
-Delly goni Rikera z miotłą i kazała spytać, czy ciebie też ma?-uśmiechnęła się kwaśno.
W życiu nie widziałem tyle bólu w czyichś oczach. Objąłem dziewczynę.
-Co się stało, Van?
-Zdradził mnie-szepnęła.
-I jeszcze żyje?-zaśmiałem się-Nie martw się, na pewno tego nie zrobił. Za bardzo cię kocha. Może to ktoś podobny?
-Nie mam ochoty słuchać jego tłumaczeń, więc się nie dowiem. A Maia gdzie?
-Jak mniemam w samolocie-odparłem.
Nessa odwróciła głowę, nasze nosy się zetknęły. Bez chwili zawahania pocałowałem dziewczynę. W tym momencie w drzwiach stanął Rik. Szatynka mnie odepchnęła, ale zniknął. Nawet nie wiedziała, że widział.
-Van... Riker tu był.
-Co?!
Wybiegła na korytarz i złapała chłopaka za rękę.
-Odejdź stąd-warknął.
-To Rocky...-wyszeptała.
Brat spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Przepraszam. To nie jej wina.
-Super!-odparł sarkastycznie-O co tu chodzi?
-Zdradziłeś mnie w parku-wyszeptała załamana dwudziestolatka.
-O czym ty gadasz?-spytał zaskoczony blondyn.
-Riker!-wrzasnęła Delly.
-Widziałam cię z jakąś dziewczyną.
-Chodź do pokoju-pociągnął ją za rękę-Ryd usiłuje mnie zabić.

OCZAMI RIKERA
Usiadłem na łóżku i spojrzałem Van prosto w oczy.
-Byłem w sklepie, Ness. Nie mógłbym cię zdradzić. Za bardzo...
-Co?-spytała z nadzieją.
-Za bardzo cię kocham, Słoneczko.
-Ale ja cię zdradziłam-odparła ze wstydem.
Trudno byłoby mi zapomnieć, gdyby to ona pocałowała Rocky'ego. Ale było całkiem odwrotnie więc czemu mam się złościć? Jedyną osobą, z którą od dziś nie zamienię ani słowa, jest brat. Nie znał prawdy, zdaję sobie z tego sprawę. Tylko czy przez to ma prawo całować moją dziewczynę? Myślałem, że mogę mu ufać. Znamy się niemal dziewiętnaście lat i nigdy niczego takiego nie zrobił.
-Chciałaś tego?
-Nie-odparła szczerze.
-To czemu się obwiniasz?
Zamiast odpowiedzieć, wybuchnęła płaczem. Przyciągnąłem ją do siebie i zacząłem głaskać po głowie.
-Raz to zrobił, a teraz już z górki-mruknąłem, całując szatynkę w czoło.
-Źle się czuję-oznajmiła.
-W takim razie idź spać. Ja spróbuję pogadać z Delly.
Nakryłem ją kołdrą. Zwinęła się w kłębek i jeszcze dwie minuty łkała.

OCZAMI RYDEL
Zabrałam się za robienie obiadu, żeby odreagować. Kiedy Riker wszedł do kuchni, zmierzyłam go wściekłym spojrzeniem.
-Czego tu szukasz?-burknęłam.
-Van u mnie śpi więc...
-Wybaczyła ci?-spytałam z niedowierzaniem.
-Raczej ja jej. Nie zdradziłem Nessy. Za to Rocky zdążył ją pocałować.
-O Boże!-wypaliłam-Nie możecie się uspokoić i przestać nawzajem ranić? Do tej pory każdy z was skrzywdził dziewczynę swojego życia, ale Ross jakoś najmniej razy.
-Bo jest najbardziej uczuciowy.
-No tak.
Do pomieszczenia wparował wygłodniały Ryland, zacierając ręce.
-Ooo, robisz pizzę!-ucieszył się.
-Yhym-potwierdziłam-Pójdziesz do cioci po...
-I ty myślisz, że uda mi się wrócić? Ona jest dziwna!
Wybuchnęłam głośnym śmiechem. Własnej rodziny się boi!

-----
Dziękuję za nominacje do LBA i wszyskie komentarze :) Na pytania odpowiem, kiedy znajdę chwilkę czasu. Jesteście wspaniali. <3

wtorek, 5 listopada 2013

XXXXI. Because... I don't know.

OCZAMI ROSSA
-Tak ją kochasz, że jej bachora zrobiłeś?-zakpiła Carter.
-Nie waż się tak nazywać Allyson-warknąłem, zaciskając dłonie w pięści.
Laura złapała mnie w pasie i przyciągnęła. Inaczej wydrapałbym tej wywłoce oczy.
-Zniszczysz jej tym życie, Lynch-stwierdziła.
-Zamknij się!-wrzasnęła Laura.
Nagle cała klasa zamilkła, a do sali wpadła dyrektorka. Jej mina wyrażała głębokie zdegustowanie. Zasłoniłem ręką usta brunetki.
-Cicho, Lau-szepnąłem-I... nie gryź.
-Kto tak krzyczy?-spytała kobieta.
-Wyrwało mi się, przepraszam-wziąłem winę na siebie.
-Nie. To ja krzyczałam-przyznała brązowooka.
-W takim razie będę musiała wezwać twoich...
-Niech pani tego nie...-próbowałem ją ostrzec, ale mi przerwała.
-Rodziców.
Z oczu dziewczyny pociekły łzy. Wybiegła z klasy, trzaskając drzwiami. Ruszyłem za nią, zatrzymując się na chwilę przy ławce Carter.
-Zadowolona? Możesz ranić mnie, ale Laury nawet nie próbuj. Ona nic ci winna nie jest.

OCZAMI ROCKY'EGO
Spojrzenie dwudziestolatki było pełne nadziei. Przez to nie mogłem wykrztusić ani słowa. Byłem pewien, że nie chcę, by wyjechała, ale nie mogłem jej zapewnić, że ją kocham. Nie wiedziałem tego. Uh.
-Maia, nie wiem czemu-powiedziałem w końcu.
-Właśnie-odparła dobitnie-A ja nie zostanę tu tylko po to, żebyś miał się na co gapić. Nie jestem zabawką bez uczuć, Rocky.
Łza pociekła dziewczynie po policzku. Szybko starła ją grzbietem dłoni. Odchodzi ktoś na kim mi zależy, ktoś kto jest i zawsze będzie częścią mojego życia, niezależnie od tego czy chcę, czy nie chcę.
-A ty wtedy...?
-Nie piłam na tyle dużo, by nie wiedzieć, co robię-uścisnęła mnie na pożegnanie-Wrócę na jakiś czas za parę miesięcy.
Czyli Mitchell cały czas coś do mnie czuła. Możliwe, że to miłość. Nacisnęła klamkę, na co wybuchnąłem śmiechem.
-Głupie drzwi-mruknęła.
-Jesteś słodka-odwróciłem ją i przyparłem do ściany.
-Śpieszę się-przypomniała.
-Wiem. A klucz gdzie masz?-zachichotałem.
Nasze czoła się zetknęły. Czułem oddech dziewczyny na moich policzkach.
-Dociera coś do ciebie?-spytała ze zdenerwowaniem.
-Twój zapach.
-Sugerujesz, że śmierdzę?
-Nie. Sugeruję, że chcę cię pocałować.
-Muszę iść-naciskała.

OCZAMI VANESSY
Obudziłam się w czyichś ramionach. Nie otwierałam oczu. Czując ciepło bijące od Rike'a automatycznie posłałam mu uśmiech. Byłam pewna, że to on. Nikt inny nie pachniał tak kojąco i nie głaskał mnie po włosach.
-Dzień dobry-wyszeptał.
-Hej. Która jest?
-Szczerze? Nie wiem, bo od kilku godzin siedzę z tobą na kolanach. O szóstej uparłaś się, żebym ci coś zaśpiewał.
Wtuliłam się w blondyna i mimo tego, co ostatnio się wydarzyło, czułam, że jestem bezpieczna i szczęśliwa. Dlatego, że tu był. Potrzebowałam go, bo go kochałam.
-Możesz mnie nie puszczać?-poprosiłam.
-Nie mam zamiaru, Nessiu.

OCZAMI RYDEL
Szłam wolno ulicą, kiedy nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu. To mógł być tylko mój przyjaciel.
-Hej, Ell-przywitałam go, nie oderacając się.
-Jak ty to robisz, Delly?-spytał.
-Mam swoje sposoby, misiu-na mojej twarzy wykwitł uśmiech-Co chciałeś mi powiedzieć?
-Rozmyśliłem się.
-Przecież możesz mi ufać.
-Nie chcę psuć naszej przyjaźni, Rydel.
-Dobrze wiem, że mnie kochasz.Rocky ciągle o tym gada-zachichotałam.
-Um... Ma przerąbane.
-To słodkie-stwierdziłam, dając mu buziaka w policzek.
Brunet zarumienił się, zatrzymał i całkiem przestał kontaktować. Machałam mu dłonią przed nosem, ciągnęłam go za bluzkę, ale nic to nie dawało. W końcu padł na trawę, udając nieprzytomnego.
-Na co ty liczysz, Ellington? Nie zrobię ci sztucznego oddychania-zaśmiałam się.
-A szkoda-odparł, otwierając jedno oko.

OCZAMI LAURY
Usiadłam na schodach, wpatrując się w nadchodzącego Blondaska. Cieszyłam się, że go mam. Jako jedyny od razu wie o co chodzi i jako jeden z niewielu potrafi mnie pocieszyć w kilka minut.
-Nie płacz-powiedział spokojnym tonem, grzbietem dłoni ocierając moje łzy-Mam coś dla ciebie.
Podał mi niewielki album ze zdjęciami. Tymi z mojego zniszczonego telefonu. Było ich niewiele, ale miały ogromną wartość. Na końcu znalazłam małą karteczkę. Spojrzałam na chłopaka.
-Przeczytaj-szepnął.
Wyciągnęłam ją zza folii.
"Twoi rodzice na pewno byli by dumni. Jesteś najwspanialszą dziewczyną na świecie. Uśmiechnij się. Dla ciebie bije moje serce. Ross."
-Dziękuję-szepnęłam, obejmując jego szyję rękami-Jesteś kochany!
-Ty też, kwiatuszku-pocałował mnie delikatnie w usta.
-Musimy powiedzieć dyrektorce, nie?
-Yhym-pokiwał twierdząco głową.
Leniwie podniosłam się ze schodów i powolnym krokiem ruszyłam w stronę gabinetu. Blondasek szedł za mną. Zapukałam do drzwi, kobieta kazała wejść.
-Przepraszam-bąknęłam.
-Usiądźcie-odparła surowym tonem-Przed chwilą była tu pani Wood. Twierdzi, że jesteś w ciąży.
Jej krytyczne spojrzenie nie było wycelowane we mnie, ale w Rossa. Chłopak beztrosko wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-No... Tak, jestem.
-Ah. W takim razie... możesz uczyć się w szkole, ale za parę miesięcy radziłabym ci przejść na tok nauczania domowego.
-Yeah!-krzyknął Rossy, wykonując zwycięski gest.
-Uspokój się, Lynch!-rozkazała-Jest jeszcze jedna sprawa, a mianowicie jedna z uczennic twierdzi, że została przez Rossa pobita.
-CO?!-krzyknęliśmy razem.

Nagrody :D

Chciałam serdecznie polecić kilka wspaniałych blogów :)
weronika love: http://austin-ally-dziwna-historia.blogspot.com/
http://love-and-hate-to-me-laura.blogspot.com/
Cherry Różowa: http://one-life-with-him.blogspot.com
Zachęcam Was do odwiedzania i komentowania ich :D

Skomentuję posty, kiedy tylko znajdę chwilę :) Gratuluję, dziewczyny!

niedziela, 3 listopada 2013

XXXX. I just love you.

*9 września*
OCZAMI ROSSA
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Niechętnie zwlokłem się z łóżka i zajrzałem do szafy. Wygrzebanie fajnego zestawu zajęło mi mniej niż dwie minuty. Szybko się ogarnąłem, przerzuciłem plecak przez ramię i zbiegłem na dół. W kuchni czekała Delly ze stosem tostów.
-Cześć, Ross-przywitała mnie z uśmiechem.
-Czemu masz taki dobry humor?-spytałem, odbierając od niej talerz.
-Ell zaprosił mnie na spacer i podobno ma coś ważnego do powiedzenia-oznajmiła.
-Zakochana para-zachichotałem.
Westchnęła ciężko i zniknęła w salonie. Po zjedzeniu śniadania włożyłem naczynia do zmywarki i wyszedłem przed dom. Po drugiej stronie ulicy stała uśmiechnięta Laura. Rozejrzała się, czy nic nie jedzie i ruszyła w moim kierunku. Na powitanie złapałem ją w talii, podniosłem i mocno przytuliłem.
-Hej, Lauruś-szepnąłem.
-Widzę, że humor dopisuje-wymruczała-Masz. O tym będziesz nawijać całą lekcję.
Spojrzałem na kartkę. Zamiast rozpisanych konkretnych tekstów było tam tylko pytanie "Za co mnie kochasz?". Uśmiechnąłem się.
-Nawet dzień nie wystarczy-stwierdziłem.
-Awww, jesteś kochany! Ja też wypełnię swoje zadanie, jeśli chcesz-zaproponowała.
-Haha, pewnie!

Po kilkunastu minutach siedzieliśmy w klasie. Pani Wood stanęła na środku by się przywitać, a Lau posłała mi wymowne spojrzenie.
-Dzień...-zaczęła.
-Dobry-dokończyłem-Muszę z panią porozmawiać.
Klasa wybuchnęła niepohamowanym śmiechem, a ja stanąłem przy biurku. Nauczycielka usiadła na swoim krześle.
-Tak?
-Tak na dobry początek dnia muszę przyznać, że cholernie kocham Laurę. Za to, że zawsze się uśmiecha, samym byciem potrafi poprawić mi humor, za jej cudowny uśmiech i spojrzenie, za szczerość i dobroć, za to, że ciągle jest przy mnie i potrafi mi wszystko wybaczyć, za to, że potrafi ze mnie czytać jak z książki, że zna mnie jak nikt inny, chociaż poznaliśmy się niedawno, za to, że tak się cieszy na mój widok i za to, że jest sprytna i potrafi mnie we wszystko wrobić-spojrzałem na brunetkę-Po prostu ją kocham. Za wszystko.
-To takie słodkie, Blondasku! Też cię kocham!-rzuciła mi się w ramiona, a klasa zaczęła bić brawo.
Nawet wychowawczyni płakała ze wzruszenia, ale starała się to ukryć.

OCZAMI RYDEL
Stanęłam pod drzwiami pokoju Rocky'ego. Nie wychodził z niego od wczorajszego wieczoru. Nacisnęłam klamkę, ale były zamknięte od wewnątrz.
-Wpuścisz mnie?-spytałam.
-Tak. Ciebie zawsze, siostra-otworzył mi i uśmiechnął się kwaśno.
Usiedliśmy na łóżku. Dobrze wiedziałam czemu jest smutny. Zależało mu na Mai, ale nie wiedział, co zrobić.
-To ona cię obraziła, co?
Pokiwał twierdząco głową. Po chwili zastanowienia wpadły mi do głowy dwa pomysły.
-Ok. Albo możesz iść do niej z bukietem róż, albo ja ci ją przyprowadzę. W sumie chętnie bym się przeszła. Poczekaj chwilę-poprosiłam, wybiegając z pokoju.
Na szczęście Mitchell mieszkała tylko kilka domów od nas. Bez uprzedzenia władowałam jej się do domu, bo nie miałam czasu ani ochoty na użeranie się z dzwonkiem.
-Hej, Rydel!-krzyknęła, machając ręką.
-Chodź ze mną, błagam.
-Rocky?-spytała z nutką nadziei w głosie.
-Tak. Mam zamiar was pogodzić-poinformowałam ją.
-Um... ok. Należą mu się przeprosiny.

OCZAMI ROCKY'EGO
Siedziałem na łóżku i grałem na gitarze, kiedy Ryd wepchnęła Maię do mojego pokoju. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i zrobiła krok do przodu.
-Macie czas na rozmowę. Klucz biorę ze sobą-oznajmiła Blondi.
-Jaki klucz?!-krzyknęliśmy równo, patrząc na nią ze strachem w oczach.
-Taki-pomachała nim i szybko zamknęła drzwi.
-No to świetnie. Na jakieś trzy godziny jesteśmy zdani na siebie-mruknęła Mitchell.
-Zawsze możesz wyskoczyć przez okno-zaśmiałem się.
-To mi pomóż.
-A niby w czym?
-Leń opatentowany-westchnęła, przesuwając firankę.
-Żartujesz?! Zabijesz się, Maia!-gwałtownie zerwałem się z łóżka i pociągnąłem ją za bluzkę.
-Nie udawaj, że ci zależy-odparła smutno-Muszę się spakować, bo o czwartej mam samolot.
-Jaki samolot? Gdzie ty lecisz?-spytałem z niedowierzaniem.
-Do Australii.
-Nie możesz.
-Czemu?
-Bo...

---
Osoby, które wygrały proszę o podanie mi adresów do swoich blogów, bo widziałam, że ktoś na przykład ma kilka :) Krótka zapowiedź nexta: Carter postanawia się odezwać. Ross i Laura mają przez nią problemy w szkole. Wychodzi na jaw jej spisek. Rocky i Maia szczerze rozmawiają. Co powiedział brunet i czy wpłynęło to na jej plany? ;)

piątek, 1 listopada 2013

XXXIX. She hates me because I am.

OCZAMI ROCKY'EGO
-...Melody?-zaproponowała.
-Czemu nie? To dla chłopca Austin albo Anthony.
-Ładnie-odparła obojętnie.
-Mais, co jest?-spytałem.
-Nic. Po prostu zupełnie nie wiem, co mam myśleć. Rocky, kilka dni temu mnie nienawidziłeś, a teraz całujesz, tulisz, jesteś na każde zawołanie. Dziecko dużo zmieniło, ale nie musisz udawać, że mnie lubisz.
Słowa dziewczyny trochę zabolały. Wcale nie udawałem. Nie wiem czemu, ale mi na niej zależy.
-Zakładasz, że cię nie kocham bo...
-... bo to nie możliwe, do cholery!-krzyknęła, zrywając się z kanapy-Nie powinnam być z tobą w ciąży, ani w ogóle cię znać, a już tym bardziej mieć przez ciebie mętlik w głowie!
-Zawsze możesz zapomnieć-warknąłem, ruszając w stronę drzwi.
Miałem zamiar udać się do Ellingtona, który pewnie zdążył opuścić nasz dom. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi uśmiechnięty chłopak.
-Jak ty to robisz, że nigdy niczym się nie martwisz, Ell?
-Na razie nie mam powodów-wyszczerzył zęby-A ciebie co trapi?
-Maia się na mnie wkurzyła-wyjaśniłem.
-Za co?
-Za to, że jestem, a tak to przynajmniej rozumiem.
-Uu, słabo. Wyślemy Lau, to z nią pogada-zaproponował.
-Dam radę. A ty i Delly...
Zaprosił mnie do środka, zrobił herbatę i usiadł w fotelu.
-Dla niej jestem jak brat i bardzo dobrze o tym wiesz-odparł smutno.

OCZAMI ROSSA
Udaliśmy się z Laurą do mojego pokoju. Wyglądała na zmęczoną. Zaproponowałem, żeby została na noc. Zgodziła się, ale niechętnie.
-Już mnie nie kochasz?-zażartowałem.
-Chciałoby ci się wcześniej wstawać, żeby lecieć po ubrania i książki?
-Czemu nie?-odparłem, chcąc ją przekonać, że to nie koniec świata-Wstanę z tobą.
-A potem mi to przyniesiesz, skoro masz ochotę-uśmiechnęła się cwanie.
-Ale się wkopałem.
-Ja za to zrobię śniadanie, co?
Pokiwałem głową z aprobatą. Włączyliśmy telewizor, ale nic ciekawego nie leciało. Na końcu przypomnieliśmy sobie, że nie mamy podręczników do szkoły i musieliśmy po nie pędzić. Na szczęście księgarnia była otwarta. Przy okazji nakupowałem bajek dla Ally. Laura nie rozumiała, po co. Ja w sumie też, skoro mała urodzi się dopiero za kilka miesięcy. Całą drogę powrotną przegadaliśmy na tematy związane ze szkołą. Brunetka, jak się okazało, jest świetną uczennicą, a ja... Ja dobrze się uczę, ale z zachowaniem kiepsko.

*6 września, wieczór*
OCZAMI LAURY
Siedzieliśmy z Rossem na jego łóżku i rozrywaliśmy ozdobny papier, którym owinięta była paczuszka od Delly. Tak wyszło, że zupełnie o niej zapomniałam. Pierwsze co rzuciło się w oczy po rozpakowaniu jej to zaproszenie do stadniny koni na... wyścig. Podałam ją Blondynowi. Szybko przeczytał wiadomość i cały pobladł na twarzy.
-Nigdy nie jeździłeś?-spytałam.
-Pff, byłem najlepszym uczniem!-odparł, próbując do tego przekonać i mnie, i siebie.
-To może mały zakładzik?-zaproponowałam.
-Ok. Jeśli wygram to w środku lekcji, przy całej klasie wyznasz mi miłość.
-Haha, proste. Ale jeśli ja wygram-zrobiłam pauzę i popatrzyłam na niego zawadiacko-to całą lekcję będziesz stał przy biurku pani Wood i opowiadał różne głupoty, które ci podyktuję.
-Stoi.
Zawołałam Rydel i podałam rękę chłopakowi. Dziewczyna przecięła zakład, nie pytając o to, czego dotyczy. Resztę wieczoru spędziliśmy w dość sztywnej atmosferze. Blondasek zabrał się za desperackie przeglądanie stron internetowych o jeździectwie pod pretekstem chęci pokazania mi fajnej rasy konia. A tak naprawdę guzik wiedział i wstydził się przyznać.
-Szykuje się miła sobota-stwierdziłam ze śmiechem.

*7 września, 8 rano*
OCZAMI ROSSA
Wpakowałem się do stajni w stroju, który pożyczył mi Riker. Delly już dawno zdążyła osiodłać konia, a Laura właśnie się za to zabierała.
-Mamy dla ciebie niespodziankę-zaczęły równo dziewczyny-Skoro tak świetnie jeździsz, to spróbujesz dosiąść jego.
Wskazały na czarnego jak noc rumaka, który niespokojnie kręcił się po boksie. Oczywiście, że go dosiądę. Jak mnie wcześniej nie zabije... Nawet nie chodzi o to, że się boję koni, bo tak nie jest. Po prostu nie siedziałem na nich więcej jak pięć razy, a już na pewno nie wiedziałem niczego o jeździe. Do tego zakład i wyścig... Cholera jasna! Brunetka rzuciła mi uwiąz i wróciła do swojej gniadej klaczy. Otworzyłem drzwi boksu, a kara bestia przepchnęła się na korytarz i pogalopowała na drugi koniec stajni. Drzwi trzasnęły mnie w głowę, poleciałem prosto na siano. Laski wybuchnęły śmiechem. Po piętnastu minutach ganiania za czarnuchem, wreszcie udało mi się go złapać. Z czyszczeniem poszło w miarę szybko, a to w miarę oznaczało pół godziny. Koń cały czas kręcił się, tupał nogami i walił mnie ogonem w plecy.
-Gotowy jestem-oznajmiłem z dumą.
-Jedziesz na oklep?-spytała Laura z niedowierzaniem.
-Ym... tak-odpowiedziałem.
Z jednej strony była to próba samobójcza, a z drugiej przecież nie umiałem osiodłać karusa. Westchnąłem ciężko, patrząc się prosto w oczy zwierzęcia.
-Nie zabij mnie, błagam!-jęknąłem.

W końcu wszyscy siedzieliśmy na kopytnych. Przed nami rozciągała się szeroka ścieżka. Ryd podała mi bat. Na szczęście wcześniej dostałem linkę i mogłem się jej teraz złapać. Jakaś kobieta zaczęła odliczać. Po trzech sekundach ścisnąłem łydkami boki karego, który wystartował do przodu niczym torpeda. Problem w tym, że ani nie znałem trasy, ani nie wiedziałem, jak mam zmusić go do skrętu. Dziewczyny zostały w tyle więc nie miałem za kim jechać. Nagle przed nami pojawiła się ogromna kałuża. Objąłem rękami szyję ogiera, ostro zahamował i omal nie wyleciałem w powietrze. Lekko klepnąłem go batem po zadzie, kiedy na powrót wygodnie usiadłem. Wściekłe zwierzę podbiło tyłkiem i zboczyło ze ścieżki, galopując prosto w las. Postanowiłem utrzymywać się na bestii najdłużej jak to tylko możliwe. Jak spadnę, to spadnę. Byleby jakoś odnaleźć drogę powrotną.

OCZAMI RYDEL
Razem z Laurą jechałyśmy łeb w łeb przez długi czas. Dopiero przed metą wyprzedziła mnie i ostatecznie przegrałam. Podałyśmy sobie ręce.
-Gratuluję-posłałam jej uśmiech-A Rossa gdzie wcięło? Wiesz, że on nie umie jeździć?
-Wiem i właśnie to mnie martwi-odparła, klepiąc gniadą klacz po szyi-Wracamy po niego? I tak przegrał.
Nie zdążyłyśmy zawrócić bo z krzaków nagle wylazł chłopak. Był cały umazany błotem, do kasku i ubrania poprzyczepiały mu się patyki i liście, a za nim szedł dumnie kary koń. Spojrzałyśmy z brunetką po sobie i zaczęłyśmy chichotać.
-Najlepsza stajnia, hę?-zakpiła Laura.
-Weźcie go ode mnie-burknął Blondasek, wręczając nam linkę.
Odprowadziłyśmy zwierzęta do stajni, wyczyściłyśmy je i dałyśmy po jabłku. Ross siedział obrażony na ławce i mruczał coś pod nosem. Posłałam przyjaciółce porozumiewawcze spojrzenie. Odstawiłyśmy rumaki do boksów i usiadłyśmy po obu stronach chłopaka. Przytuliłam go, a Lau cmoknęła w policzek. Uśmiechnął się lekko.
-Nie martw się, masz łatwe zadanie-zachichotała siedemnastolatka.

----

A na koniec wyniki konkursu :)
Wam najbardziej spodobały się imiona Austin i Ally, mi Melody, Austin i Anthony. Niedługo przekonacie się, które zostanie użyte w opowiadaniu, ale nawet sama tego nie wiem XD Nagrodami zajmę się jutro :* Gratuluję zwycięzcom i dziękuję wszystkim za udział <3

Urodziny Rocky'ego!

Dzisiaj nasz kochany Rocky obchodzi urodziny :-) Z tej okazji na tt jest akcja #HappyBirthdayRockyFromPolishR5ers :) Zachęcam do wzięcia udziału <3