niedziela, 20 października 2013

XXX. My little sister, his little brother.

OCZAMI ROSSA
Wiedziałem, że coś jest nie tak. Laura nie pałała chęcią do rozmowy, a z jej oczu biła niepewność.
-Jesteś w ciąży. Tak?-spytałem, próbując się uśmiechnąć.
Pokiwała twierdząco głową, a ja mocno ją przytuliłem.
-Możesz na mnie liczyć, Lau.
Na pewno damy sobie radę, a ja jej nie opuszczę. W sumie... cieszę się. Na twarzy brunetki zagościł słodki uśmiech, za to reszta rodziny szeroko otworzyła buzie.
-Na nas też-dodała Rydel, którą chyba najmniej zaskoczył obrót spraw. Zawsze jest na wszystko gotowa.

OCZAMI MAI
Stojąc przed domem Lynchów zastanawiałam się, co w ogóle tam robię. Ostatecznie gwałtownie nacisnęłam klamkę i wpakowałam się do środka.
-Cześć, Rocky. Pewnie się nie cieszysz, że mnie widzisz, ale jestem w ciąży i od teraz częściej będziemy się spotykać-powiedziałam szybko i pewnie, wymuszając u siebie uśmiech.
Chłopakowi kompletnie odebrało mowę. Osunął się na fotel i błagalnie spojrzał na oniemiałego Rikera.
-Co się tak gapisz?-mruknął blondyn.
-Ona żartuje, nie? Powiedz, że żartuje!-krzyknął zdesperowany.
-Stoję tu, palancie-przypomniałam mu-Wiem, że nie masz uczuć, ale chociaż skłam, że się cieszysz.
-Maia...-zaczął.
Stwierdziłam, że jednak nie dam mu dokończyć, bo pewnie to za bardzo zaboli. Odwróciłam się i wyszłam na ulicę. Słyszałam czyjeś kroki. To pewnie on. Ruszyłam w kierunku mojego domu, nie odwracając się ani na sekundę.
-Czekaj, proszę-usłyszałam głos Rydel-Przepraszam za niego.

OCZAMI VANESSY
Wprosto odchodziłam od zmysłów. A co, jeśli sobie nie poradzimy? Co, jeśli się rozstaną? Z rozmyślań wyrwał mnie ciepły głos Rikera.
-Nie martw się, Nessa.
-A co jeśli...?
-Uspokój się. Pomożemy im i jestem pewien, że Ross będzie wierny Laurze-odparł, uśmiechając się rozbrajająco.
Czy on czyta mi w myślach? Spojrzałam prosto w pełne niepokoju oczy blondyna. Chociaż próbował mi wmawiać, że będzie dobrze i tak wiedziałam, iż również się martwi. Splotłam nasze dłonie i pociągnęłam chłopaka w stronę drzwi.
-Chodźmy na spacer, proszę.
Zgodził się. Szliśmy spokojnie chodnikiem, rozmawiając o nadchodzącym roku szkolnym. W pewnym momencie po prostu nie wytrzymałam.
-Ona nie może. Wyśmieją ją-powiedziałam smutno.
-Jeśli będzie źle, przejdzie na tok nauczania domowego. Ross próbuje to u nas wybłagać od lat-zaśmiał się chłopak.
Powoli zaczynałam wierzyć, że możemy stworzyć rodzinę. Bardzo powoli. Moja mała siostrzyczka... Jego mały braciszek... Dobra, nie taki znowu mały. Przecież 183 cm to dużo. Aczkolwiek często zachowywał się jak dziecko i to dawało wystarczające powody do stresu.

sobota, 19 października 2013

XXIX. Hey, Ross! I have a surprise for you!

NARRATOR
Z samego rana reszta rodziny Lynchów i Vanessa pojawili się w domu. Ross i Lau leżeli na kanapie i oglądali film. Nikt prócz Rylanda nie był do końca trzeźwy. Nessa z zasady bardzo rzadko piła, a jeśli już to naprawdę mało, więc pary siedemnastolatków nie dziwił fakt, iż owa panna ledwo trzymała się na nogach. Najmłodszy z chłopaków zrobił stos tostów i po kilkunastu minutach wszyscy siedzieli przy stole, rozmawiając.
-Nie wiem, co się działo. Pamiętam tylko, że weszliśmy do domu przez drzwi-opowiedziała Laura.
Riker nagle wybuchnął śmiechem. Reszta popatrzyła się na niego jak na wariata.
-Co cię tak bawi?-mruknął Rocky, którego najwyraźniej opuścił dobry humor.
-Niedobrze mi-brunetka zatkała dłonią usta i wybiegła z jadalnii.
Do końca dnia żadna osoba nie opuściła domu. Odsypiali po imprezie urodzinowej Delly. Tylko Lau cały czas kręciła się po pokoju swojego chłopaka. Źle się czuła i nie mogła usiedzieć na miejscu.

*23 sierpnia, dwa tygodnie od urodzin Rydel*

OCZAMI LAURY
Wlokłam się ulicą za siostrą. Trzymała mnie za rękę tym samym nie dając szans na ucieczkę. Wcale nie miałam ochoty gadać z Rossem!
-Nie masz prawa mnie do tego zmuszać!-warknęłam, usiłując się wyszarpać.
-Fakt. Nie uważasz jednak, że powinien wiedzieć?-odparła ciepło.
W głębi duszy na pewno była zła, ba, może nawet wściekła. Stanęłam w końcu przed drzwiami i nacisnęłam dzwonek. Otworzył rozpromieniony Ross. Jego uśmiech sprawił, że poczułam się pewniej.
-Cześć! Wejdźcie!-pocałował mnie w policzek.
Reszta Lynchów też podeszła się przywitać. Nessa udawała radosną i świetnie jej to wychodziło.
-Coś się stało?-spytał mnie z troską blondyn.
-Uh, nie. Właściwie to mam niespodziankę-zaczęłam.

piątek, 18 października 2013

XXVIII. Happy twenties, Rydel!

OCZAMI ROSSA
... Nessy. Skąd ona się tu wzięła? Przecież siedziała z Rikiem.
-Hm... Ok. Możecie z Laurą... WOAH! Zróbmy jej urodziny w wesołym miasteczku!-powiedziałem i klasnąłem w ręce.
-Super pomysł! Tylko trzeba by było tam zadzwonić-odparła Lau, spoglądając na mnie wymownie.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer. Odebrał jakiś mężczyzna. Spytałem go o możliwość zorganizowania imprezy, przedstawił swoją ofertę. Udało nam się dogadać. Podziękowałem mu i rozłączyłem się.
-Mamy tylko upiec własny tort. Całą resztę załatwią. No i możemy bawić się do rana-na mojej twarzy wykwitł uśmiech.
Lau podniosła rękę, przybiłem jej piątkę. Pozostało kupić Delly prezent, zmajstrować ciasto i podstępem zaprowadzić dziewczynę na miejsce. Mieliśmy na to dość sporo czasu więc postanowiliśmy, że dopiero jutro pojedziemy do galerii. Dziś i tak było za późno. Pociągnąłem Lau za rękę w stronę pokoju.
-Heej! Skąd wiesz, że zostaję?-spytała.
-A nie?-posmutniałem.
-W sumie, czemu nie?-pocałowała mnie w policzek.
Całą noc gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Śmialiśmy się tak głośno, że pewnie nikt nie mógł spać. Około piątej nad ranem zwisaliśmy z łóżka głowami w dół. Obudził mnie alarm, jaki ustawiłem wczoraj w telefonie.
-Lau, wstawaj!-szepnąłem-Musimy lecieć do galerii.
Niechętnie otworzyła oczy.
-Ross, zlituj się, no.
Dałem jej pospać, a sam pobiegłem umyć się, ogarnąć i przebrać. Zrobiłem to w jakieś 15 minut. Do tego czasu Lau zdążyła zwlec się z łóżka. Zlazłem do kuchni i zrobiłem jej tosty na śniadanie. Sam zjadłem jeden. Dłużej niż kilka minut nie byłem w stanie usiedzieć na miejscu. W końcu wyszliśmy.

OCZAMI LAURY
Po obejściu połowy sklepów natrafiłam na idealny prezent dla przyjaciółki - śliczną białą sukienkę w różowe kwiatki. Bez problemu odnalazłam rozmiar Delly i ruszyłam do kasy. Złożyliśmy się z Rossem po połowie.
-Wow! Jaka piękna kiecka!-krzyknął, wskazując palcem na jeden z wieszaków.
Sprzedawczyni zmierzyła go zdegustowanym spojrzeniem. Ledwo powstrzymywałam śmiech. Ross złapał za metkę z mojej koszulki.
-Co ty robisz?-spytałam.
-Sprawdzam rozmiar-wytłumaczył takim tonem, jakby to było oczywiste.
Myślałam, że zerwie sukienkę razem ze stojakiem. Nawet go nagrałam i zrobiłam fotkę na tapetę. Ochroniarz zbliżył się do Blondaska o kilka kroków, krzyżując ręce na piersi i unosząc brwi. Usiadłam na pufce, wybuchając już niepohamowanym śmiechem. Rossy zapłacił za ubranie. Zadowolony z zakupu podszedł do mnie i energicznie postawił na nogi.
-Pasuje ci. Uroczo będziesz w niej wyglądał-zażartowałam.
Wywrócił oczami i podał mi siatkę, całując po chwili w policzek.
-To dla ciebie. Ja sobie kupiłbym żółtą-odparł ze śmiertelnie poważną miną, ale zaraz też zaczął się śmiać.
Połowa klientów patrzyła się na nas jak na idiotów, ta druga była w przymierzalniach. Do domu wróciliśmy w świetnych nastrojach, całą drogę wygłupiając się i zaczepiając przechodniów.

OCZAMI VANESSY
-Ruszcie te tłuste tyłki!-zaczęłam wrzeszczeć-Dom ma błyszczeć!
Prosiłam ich o pomoc w sprzątaniu od blisko godziny, ale udawali, że nie słyszą. Dopiero mój krzyk postawił ich na nogi. Rzuciłam ścierą prosto w Rikera. Od razu zabrał się za ścieranie kurzy.
-A podobno to Ross jest pantoflarzem, braciszku-zakpił Rocky.
Blondyn zrobił się cały czerwony. Wiedziałam, że chce przywalić dziewiętnastolatkowi więc trzepnęłam go lekko miotłą.
-Jedyny powód, dla którego możecie się teraz tknąć to niemożliwa chęc przytulenia się nawzajem, zrozumiano?-warknęłam.
Pasowało mi ustawianie Lynchów. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam pierwszy lepszy serial. Mieli niezadowolone miny, ale nie odezwali się ani słowem.

OCZAMI ROSSA
Po wejściu do domu stanąłem jak wryty. Moi bracia sprzątali, a Van nimi dyrygowała. Nawet Delly nie mogła ich do tego zmusić. Jak chodzi o pomaganie to tylko u mnie udawało jej się cokolwiek wyperswadować. Podszedłem do szatynki i przybiłem z nią piątkę.
-Niezła jesteś-stwierdziłem.
Uśmiechnęła się. Wróciłem do Lau i pomogłem jej z pakowaniem prezentu dla Blondi. Ładnie złożoną sukienkę owinęliśmy papierem ozdobnym z Hello Kitty i przykleiliśmy białą kokardę.
-Gdzie jest Rydel?-krzyknęła siedemnastolatka do pozostałej czwórki.
-Ellington z samego rana zrobił jej scenę, że spędza z nim za mało czasu i że mogłaby mu włosy obciąć w ramach przeprosin bo wygląda jak zwierzę-Riker prawie popluł się ze śmiechu-Chciałabyś zobaczyć jej minę. Nessa wam to specjalnie nagrała.
Obejrzeliśmy filmik, tarzając się ze śmiechu po podłodze. Ratliff to niezły aktor.

OCZAMI LAURY
Do przyjęcia zostało kilka godzin, które przeznaczyliśmy na robienie tortu. Ross oczywiście nie mógł odpuścić rzucania jajkami do braci, za to ja z Van byłyśmy całe w mące. Ostatecznie ciasto wylądowało w piekarniku. Gdy się upiekło, chłopcy napisali na nim białym lukrem "Rydel", a pod spodem "20". Ross namalował też ślicznego kotka.
-Masz talent cukierniczy-stwierdziłam.
-Lubię dekorować ciasta-odparł z uśmiechem słodszym niż biała masa.

O 17 staliśmy w środku wesołego miasteczka, a dokładniej w labiryncie. Ell wepchnął Delly do środka, czym powiadomił nas przez SMS. Jej wędrówkę śledził z balkonu. Kiedy naszym oczom ukazał się but dziewczyny, zaczęliśmy śpiewać "Sto lat". Przestraszona Delly wpadła w ścianę, ale zaraz uśmiechnęła się do nas promiennie. Ross zapalił dwadzieścia świeczek.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki-poinstruowałam blondynkę.

OCZAMI RYDEL
Chcę, żebyśmy zawsze byli razem. To moje życzenie. Zdmuchnęłam świeczki i uściskałam wszystkich po kolei.
-Kocham was!-wyznałam.
Po dwudziestu minutach wpadania na ściany, rozdzielania się, gubienia i błagalnego wołania, wreszcie wyszliśmy przed labirynt. Ell już na mnie czekał z rozłożonymi rękami. Przytuliłam go mocno. Rozległo się zbiorowe "Awww".
-Bawimy się, ludzie!-krzyknął Ross i gestem pokazał, byśmy szli za nim.
Tort póki co zniknął między stosem przekąsek i napoi ustawionych na długim stole. Usiedliśmy na huśtawkach. Ja z Ellem, Riker z Rockym. Ross, Vanessa, Laura i Ryland osobno. Maia miała dojść za godzinę. Karuzela się rozbujała, a my wrzeszczeliśmy. Bardziej dla zasady niż ze strachu. Rossy bujał się w kółko i wyraźnie cieszył z atrakcji. Po kilku minutach wszystko zaczęło zwalniać. Siedemnastolatek nie chciał schodzić, Laura kurczowo trzymała się oparcia, Vanessa wyciągała ręce do Rikera, który zasłaniał dłonią usta. Mnie to nie ruszyło, jak już to moje włosy, które wyglądały okropnie. Rocky i Ell wybiegli najszybciej, jak tylko się dało. Zakładaliśmy, że ich żołądki się zbuntowały. Ryland wbijał wzrok w kamerę. Następne w kolejce były kolejki, z których zrezygnowali najstarsi z chłopców prócz Ella. Wpakowaliśmy się do dwóch samochodzików. Ja z dziewczynami, a chłopaki sami ze sobą. Tutaj było trochę spokojniej, acz przy ostrych zjazdach darliśmy się wniebogłosy. Po tym "seansie" rzuciliśmy się na tort. Pokroiłam go na, w miarę równe, kawałki i rozdałam każdemu na papierowym talerzyku. Maia załapała się na ostatnią część. Następne w kolejce były prezenty. Od Lau i Rossa dostałam cudowną sukienkę, od Rikera i Nessy ogromnego różowego miśka, od Rocky'ego i Rylanda nowe słuchawki i buty. Mais podarowała mi kilka świetnych naszyjników. Podziękowałam im. W głośnikach rozbrzmiała muzyka. Tańczyliśmy przez dobre parę godzin. Otworzyliśmy też szampana. Nawet młodzi skorzystali, tylko Ryland dostał wersję dla dzieci i strzelił focha.

NARRATOR
Jak to bywa na większości urodzin, wszyscy i tak na końcu byli wstawieni. No, prócz szesnastolatka i początkowo również Laury. Ta ostatnia przed drugą w nocy zrobiła jednak wyjątek. Oczywiście starsi jej picia nie proponowali. Choć to głupie, jedyny litr soku wypił Ryland i trzeba było sobie radzić. Niektórzy zachowali zdrowy rozsądek, inni niekoniecznie. Lau i Ross musieli wracać do domu, bo źle się czuli, a reszta balowała nadal. Pozostawienia ich samych do dobrych pomysłów zaliczyć raczej nie można. Czemu? Przekonacie się niebawem.

środa, 16 października 2013

XXVII. Yeah! Birthday party tomorrow!

OCZAMI RIKERA
-Nessa, ty...-zaśmiałem się.
-Fajna forma przeprosin-odparła, równocześnie dając Laurze kuksańca w bok.
-Autorska-wyszczerzyłem zęby-Więc?
-Nie-żeby załagodzić sytuację pocałowała mnie w policzek.
Ruszyła na górę. Zabolało. Usiadłem. Laura, Delly, Maia i moi bracia przytulili mnie.
-Nie martw się. Wiemy, że cię kocha. Wyznawała nam to przez sen-zachichotała Mitchell.
Nie odezwałem się. Wstałem z podłogi i pobiegłem w stronę, w którą wcześniej udała się Nessa. Przewidywałem, że siedzi w moim pokoju i faktycznie tak było. Nie wiedząc co robić, przeczesałem ręką włosy.
-Um... Hej-palnąłem.
-Dopiero się widzieliśmy-odparła, posyłając mi słodki uśmiech.
Postanowiłem zaryzykować i spytać, co do mnie czuje. Spojrzałem szatynce prosto w oczy.
-Kochasz mnie, Van?
-Wiesz, że tak-odpowiedziała od razu.
-To czemu nie chcesz się zgodzić?
-Nie wiemy o sobie wystarczająco dużo, misiu. Poczekaj jeszcze trochę-objęła mnie.
-A na randkę pójdziesz?-spytałem.
-Chętnie.
-Nie chcesz się umyć? Jesteś upaprana błotem.
Wywróciła teatralnie oczami.
-Przyjdę wieczorem, Rikuś.

OCZAMI ROCKY'EGO
Z całych sił przytuliłem Mitchell. Oczywiście po to, by ją wkurzyć. W ramach odwetu dała mi buziaka. Zmarszczyłem brwi (hahaha, na początku napisałam "drzwi" - od autora) i wytarłem policzek. Wystawiła język. Nagle zauważyłem brata.
-Ooo, Ross! Gdzie Ryland?-spytałem beztrosko.
-JAK TO, GDZIE?-krzyknęła Delly.
-Tu-odpowiedział zadyszany szesnastolatek-Ciotka mnie nie chciała wypuścić. Zanieś jej mleko, prooszę.
Blondi wzięła od niego karton, plecak dała mi i ruszyła w stronę domu naszej ukochanej krewnej, która nigdy nie robiła ciastek. Twierdziła, że jesteśmy za grubi. Tylko Ryd czasem wepchnęła jakiegoś cukierka, a potem z chłopakami biliśmy się o niego. Oprócz mojej siostry lubiła też Ella, ale się nie dziwię. On zachowywał się chyba najbardziej kulturalnie z nas.
-Gdzie moja gitara?-spytałem Maię, nieco podirytowany.
-Oddaj ubrania-zażądała.
Wyciągnąłem torbę zza firanki i podałem jej ze sztucznym uśmiechem.
-Proszę, Maiuś-odparłem.
-Dzięki. A teraz chodź.
Zacisnęła rękę na moim nadgarstku i pociągnęła mnie w stronę chodnika.

OCZAMI ROSSA
Położyłem plecak Laury na fotelu. Kichnęła, słodko marszcząc przy tym nos.
-Zrobię ci coś ciepłego do picia-zaproponowałem.
-Dzięki.
Zniknąłem w kuchni. Wyciągnąłem torebkę z herbatą i łyżeczkę. Woda była zagotowana. Wlałem ją do kubka, wrzuciłem wszystko, dodałem miód, wymieszałem i zaniosłem brunetce.
-Chcesz obejrzeć ze mną jakiś film, Lauruś?
-Pewnie.
Kichnęła jeszcze kilka razy i prawie wylała na siebie napój.
-Uważaj, ciapo-zaśmiałem się.
-Hej, Delly nie ma jutro urodzin?-spytała.
-O, fakt. Zróbmy imprezę-uśmiechnąłem się.
-Ty byś tylko szalał!-parsknęła śmiechem-Musimy wszystko zorganizować i kupić prezent.
-Ja pomogę.
Odwróciliśmy głowy. Naszym oczom ukazała się sylwetka...

Akcja dzisiaj! :)

"W środę (16.10) o godzinie 18.00 na twitterze odbędzie się akcja #R5ComeToPoland.
Musimy się sprężać, bo 23 października mają być wybrane państwa do trasy koncertowej w przyszłym roku, a my MUSIMY być wśród nich! 
Proszę, zachęcacie innych do tego spamu, podawajcie dalej, piszcie o tej akcji na tt albo blogach, SPAMUJCIE. Akcja musi się udać, to jest nasza szansa! Do dzieła! 
Liczę na was #R5family !"

Baardzo dziękuję za ponad 10 000 wejść, kochani <3 Z tej okazji za niedługo pojawi się konkurs :) A dziś prawdopodobnie kolejny rozdział :D

wtorek, 15 października 2013

XXVI. I'm a mature to do this!

OCZAMI RYDEL
-Muszę jej kupić nowy telefon.
-I myślisz, że wtedy ci wybaczy?-wyśmiałam go.
Pokręcił przecząco głową. Wstałam z pieńka i ruszyłam w stronę dziewczyn. Miałyśmy dziś wyjechać. Trzeba było wszystko spakować i po sobie posprzątać. Stanęłam nad zwalonym namiotem, obok którego siedziała Laura. Wyglądała na przyłamaną. Objęłam ją.
-Dzięki, Delly.
Pomogłam Nessie złożyć namiot, z którym zaciekle walczyła.
-Hej! Urwiesz to!-zaśmiałam się.
Wspólnymi siłami pokonałyśmy go i wepchnęłyśmy do torby.
-Idziecie się umyć?-spytałam.
-Ymm... a gdzie?
-No w rzece.
-Hahahaha, chyba żartujesz-odparły Maia i Van.
-Ja pójdę-powiedziała Lau.

OCZAMI LAURY
Zdecydowałam, że porozmawiam z Rossem. Szybkim krokiem ruszyłam za Delly. Po przedarciu się przez krzaki, zauważyłam blondyna. Uśmiechnął się pięknie. Kiedy podeszłam, pociągnął mnie za rękę i wylądowałam na jego kolanach. Zaczął śpiewać "One Last Dance". Mina Rydel była bezcenna.
-Wybacz mu. Po Rikerze jest taki impulsywny, to nie jego wina-zachichotała.
Westchnęłam i przytuliłam mocno Blondaska.
-Ostatni raz-ostrzegłam.

OCZAMI RYLANDA
Najwyraźniej wszyscy o mnie zapomnieli. Kilka dni temu poszedłem odwiedzić ciocię i do tego czasu nie chce mnie wypuścić. Stwierdziła, że jestem za gruby i robi mi wakacje odchudzające. Nawet telefon schowała! Następnym razem niech Riker tu przyjdzie to może nie będą nam chociaż wagi pękać.
-Idź po mleko-poprosiła ciotka-Masz tu...
Złapałem komórkę i wybiegłem z domu, zanim zdążyła dokończyć.

OCZAMI VANESSY
W miarę sprawnie spakowałyśmy nasze rzeczy i uprzątnęłyśmy wszystko. Ross niczego nie zabrał, więc mógł się obijać. Laura kichała jak szalona. Po południu udało nam się wyjechać. Blondyn całą drogę śpiewał.
-Rossy, zadzwoń do kogoś obcego i wykonaj "My Confession"-zaproponowała Delly.
-Za stary na to jestem-stwierdził-Żart. Ok, dzwonię.
Wybrał przypadkowy numer. Odebrał jakiś gburowaty facet.
-Czego?-warknął.
Siedemnastolatek spojrzał na nas ze strachem w oczach. Gestem pokazałam mu, że ma się sprężać.
-I can't help myself.
You are the mission.
Are you in?
It's true; your my obsession.
I'm needing you.
It's a condition.
And I can't get through.
That's my confession.
-Nudzi ci się, chłopcze?-mruknął-Dziewczynie takie rzeczy śpiewaj, a teraz leć się uczyć, bo na zmywaku skończysz!
Wybuchnęłyśmy śmiechem, a Ross się rozłączył. Resztę drogi razem z Lau przespali. Ja tuliłam się do siostry, a Maia patrzyła przez okno. Ryd nie miała wyboru i musiała skupiać się na drodze.

OCZAMI RIKERA
Od godziny tkwiłem przy oknie, wypatrując samochodu Blondi.
-Yeah!-wrzasnąłem, kiedy wyjechał zza zakrętu.
Rocky zleciał z fotela, a jego kawałek pizzy wylądował na kanapie.
-Spytam po raz drugi: powaliło cię? Delly mnie zabije jak to zobaczy!-krzyknął.
Uklęknąłem przed drzwiami i wyjąłem pudełeczko z pierścionkiem z kieszeni. Nessa otworzyła drzwi i trzasnęła mnie nimi w nos.
-Au!-jęknąłem.
-Przepraszam-odparła.
-Vanesso Nicole Marano, wyjdziesz za mnie?-spytałem.
Kompletnie ją zatkało i pewnie nie odezwałaby się, gdyby nie fakt, że Laura w nią wpadła.
-Riker, ja...

niedziela, 13 października 2013

XXV. You not being funny!

OCZAMI RIKERA
Niechętnie zwlokłem się z łóżka. Rocky jeszcze spał, a mi było nudno. Nalałem lodowatej wody do kubka i ostrożnie wszedłem do pokoju brata. Na 3. 1... Zamachnąłem się. 2, 3. Rocky zleciał z hukiem z łóżka.
-Powaliło cię?-wrzasnął.
-Nie, ale ciebie za to tak-zaśmiałem się.
Wiedziałem, że będzie mnie gonić. Wyleciałem z pokoju niczym petarda, trzaskając drzwiami. Pech chciał, że Rocky w nie wleciał z całym impetem.
-Ugh, Riker, masz przerąbane!
-Też cię kocham!-odparłem, starając się załagodzić sytuację.
Oboje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.

OCZAMI VANESSY
Usiadłam i chwyciłam telefon. Dziewczynom trzeba porobić zdjęcia! Strzeliłam kilka fotek i zaczęłam tykać je nogą. Dało to oczekiwany rezultat, po chwili otworzyły oczy.
-Nessa, w ramach pokuty robisz śniadanie-oznajmiła Delly, przecierając oczy.
-Ok.
-Albo zwalmy to na Rossa-poddała pomysł Maia.
-W sumie czemu nie?-spytała retorycznie Ryd.

OCZAMI ROSSA
Poszedłem za Lau. Nie wiedziałem, co jej powiem. Źle postąpiłem. Przecież nigdy by mnie nie zdradziła. I ten telefon. Ugh, zawsze muszę coś schrzanić!
-Po co się za mną wleczesz?-warknęła.
-Przepraszam.
-Te zdjęcia naprawdę dużo dla mnie znaczyły. Teraz już ich nie odzyskam. Wypchaj się swoimi przeprosinami-odparła.
Zabolało mnie to. Złapałem ją za nadgarstek i spojrzałem prosto w zaszklone oczy.
-Co się stało z twoimi rodzicami?-spytałem.
-Nie żyją. A ty chwilę temu zniszczyłeś to, co mi po nich zostało.
Usiadła na zwalonym pniu. Zrobiłem to samo.
-Przepraszam-powtórzyłem.
-Nienawidzę cię, rozumiesz?
Mocno ją przytuliłem. Łzy pociekły jej po policzkach. Nie próbowała mnie odepchnąć.
-Znajdę ten telefon.
-Ross, na pewno się rozwalił.
-Wybaczasz?-spytałem z nadzieją.
-Nie-odpowiedziała chłodno.
-To czemu pozwalasz mi się tulić, Lau?
-Po prostu tego potrzebuję. Wiesz, co czułam kiedy Van powiedziała, że się przeprowadza? Zostałabym sama. Cudem udało mi się ją przebłagać! Nie mam nikogo prócz niej!
-Przecież masz mnie.
-Przecież to ty odebrałeś mi jedyne zdjęcia rodziców!-krzyknęła, wybuchając głośnym płaczem.
-Nie wiedziałem...-zacząłem, starając się otrzeć jej policzki-Te SMSy...
-Nie ufasz mi-stwierdziła.
-Ufam!

OCZAMI LAURY
Czułam się bezsilna. Z jednej strony miałam ochotę podbić Rossowi oko, a z drugiej potrzebowałam jego ciepła. Słyszałam bicie serca Blondaska.
-Słodka jesteś-stwierdził.
-Ugh, nienawidzę cię! Ale... to mnie uspokaja.
Podniosłam wzrok. Uśmiechnął się pięknie.
-Znajdę twój telefon, obiecuję.
-Wszystko zniszczyłeś-załkałam.

OCZAMI RYDEL
Wypełzałyśmy przed namiot. Nie dość, że Rossa i Laury nie było, to jeszcze swój zniszczyli. Mais zaczęła się śmiać. Spojrzałyśmy na nią niespokojnie. Nagle usłyszałam dzwonek telefonu mojej przyjaciółki. Dochodził z... krzaków? Podeszłyśmy tam i wyciągnęłyśmy go. Wyświetlacz był roztrzaskany, ale udało się odebrać połączenie.
-Laura, nie wiesz gdzie Delly dała chleb?-spytał błagalnie Riker.
-Żarty sobie robisz? Leć do sklepu i kup sobie-odparłam.
Rozłączyłam się i ruszyłam nad rzekę.
-Musimy ich znaleźć. Maia, Van, idźcie w drugą stronę.
Zaplątałam włosy w krzaki, dwa razy wpadłam w błoto i zrobiłam dziurę w spodniach. Na szczęście nie na tyłku. Ledwo ujrzałam siedemnastolatków, a przeleciałam przez zwalony pień. Zaczęłam chichotać.
-Nigdy więcej nie jadę w góry-stwierdziłam-To chyba twoje.
Podałam brunetce telefon. Zabrała go i mocno mnie przytuliła.
-Co się z nim stało?-spytałam.
-Ross przeczytał twoje SMSy z tym nieznanym numerem i cisnął telefonem w krzaki-odparła.
Spojrzałam na brata z miną typu "Uspokój się!".
-Jesteś zła, Lau?
-Wściekła. Mam go dość!
Potruchtała w stronę naszego małego pola namiotowego.
-Eh, Ross. Ona ci wszystko wybaczy, ale nie musisz jej ranić.
Zadziwiło mnie to, co odpowiedział.